„Pingwin” lwowski
- Tekst:
- K.P.
- Opublikowany:
- 2007-05
Statystyczny turysta z Polski, przyjeżdżając do Lwowa, odwiedza restauracje i bary, które niczym nie różnią się od tych rodzimych. Tymczasem zwiedzając to piękne miasto możemy się natknąć na coś, czego w Polsce nie znajdziemy. Mam na myśli wszelkie kawiarnie, bary i restauracje, które wystrojem i atmosferą przypominają Sowiecki Sojuz, ale w pozytywnym znaczeniu. A może nie jest to Sowiecki Sojuz, tylko po prostu zwyczajna kawiarnia lwowska?
Na krakowskim rynku próżno szukać przystępnego lokalu dla każdego, bez względu na grubość portfela. We Lwowie natomiast jest inaczej, przynajmniej tak było. Ponieważ dwa bary, do których zaglądałem podczas moich pobytów we Lwowie, zostały już zlikwidowane. Ostał się jeszcze „Pingwin”, w najlepszym miejscu we Lwowie tuż koło Opery. Kultowa restauracyjka, cukiernia, kawiarnia, lodziarnia, sam nie wiem jak to nazwać. Dobry mocny alkohol też tu można dostać, aha i tu się nie pali.
Dlaczego „Pingwin” jest taki niesamowity? Może ze względu na serwowane pyszne lody śmietankowe w polewie z czarnej porzeczki, może ze względu na bezpretensjonalność tego miejsca, czy może wreszcie ze względu na brak turystów, którzy co prawda zaglądają tu, ale po pierwszym kroku w głąb lokalu najczęściej szybko zawracają na pięcie.
Czy „Pingwin” taki pozostanie?
